Listopad – przełom zimy i jesieni. Czas, w którym duchy obecne wśród ludzi zdradzały tajemnice przyszłości. Nie odbywało się to jednak tak oczywiście, prosto i widocznie. W tym okresie trzeba było być uważnym, bo duchy nawiązywały z ludźmi kontakt poprzez przedmioty, zwierzęta lub prorocze sny. Do ludzi należała interpretacja znaków i wydarzeń. Listopad był okresem szczególnej więzi dwóch światów, wiary, że ten świat na ziemi nie jest ograniczony śmiercią. Tradycje obcowania i kontaktu z duchami, tradycje wróżb podtrzymywały wiarę w silną więź „dzisiaj z wczoraj“, „życia i śmierci“ w jednym wymiarze.
Świętując już bardzo zapomniane „katarzynki“ i wciąż aktualne „andrzejki“, z przymrużeniem oka wierzymy, że listopad, a właściwie druga połowa listopada, to w Polsce miesiąc przepowiadający przyszłość zakochanym i chętnym do ożenku pannom i chłopakom. Dla innych to OSTATKI, ostatni czas zabawy przed zadumą adwentu. Noc Świętego Andrzeja (29/30 listopada) świętujemy do dziś. „Andrzejki“ to pretekst do wróżb, biesiad, zabaw i tańców w całej Polsce. Nie wiem, czy tradycje andrzejkowe można nazwać dziedzictwem kulturowym, ale na pewno to tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie. Sama bardzo dobrze pamiętam podekscytowanie wróżbami o „rycerzu na białym koniu“, przy którym życie miało być dostatnie i wspaniałe. Kto to był? Skąd? I kiedy miał się pojawić? Wszystkiego można było wypatrzeć np. w lanym przez dziurkę od klucza rozgrzanym wosku. Wosk układał się na zimnej tafli wody w małe płaskorzeźby, godne wielu interpretacji. Wszędzie dostępny wosk zastąpił, lany wcześniej, ołów na skrzyżowane gałązki chrustu. W listopadzie świętowano nie tylko „andrzejki“, ale również „katarzynki“. 24 listopada był dniem wróżb chłopców. Wtedy właśnie chłopaki chciały wiedzieć, jaka panna będzie ich żoną i czy to już przyszły rok przyniesie ożenek.
Przyszłość i odpowiedzi na te pytania czerpano ze wszystkich znaków na ziemi i na niebie, ale katalog wróżb chłopięcych był raczej prosty. Pod prześcieradło upychana była bielizna damska, a pod poduszkę wkładano karteczki z imieniem panien. Nad ranem chłopak sięgał ręką pod poduchę i losował swoje przeznaczenie. Czasami ucinano jeszcze w sadzie gałązki wiśni lub czereśni. Ucięte gałązki wędrowały do flakonu z wodą. Jeśli gałązka wypuszczała pąki przed Wigilią Bożego Narodzenia, chłopak wg. przepowiedni mógł się oświadczyć swojej wybrance już w nadchodzącym roku.
Święta Katarzyna z Aleksandrii była opiekunką kawalerów poszukujących żony. Losy Świętej Katarzyny były smutne, bo właśnie 25 listopada zginęła w wieku 18 lat męczeńską śmiercią. Imię Katarzyna, popularne w kalendarzu rzymsko- i greckokatolickim, oznaczało „czystą“ (Katharos) niewiastę. Święta Katarzyna ze Sieny potrafiła czytać w myślach i tajemnicach ludzi, może dlatego wspomagała w Wigilię jej święta chłopców niepewnych swoich wyborów.
O „katarzynkach“ wiemy niewiele i rzadko się je wspomina, natomiast „andrzejki“ to dziś popularne spotkania biesiadne młodych i starszych.
Zgodnie z opowieściami o tradycji „zabaw i wróżb andrzejkowych“ w nocy z 29/30 listopada wszechświat odkrywał rąbek tajemnicy przyszłości dziewczętom chętnym do zamążpójścia. Woda i ogień towarzyszyły w każdym obrzędzie zdradzającym przyszłość. Zwyczajów wróżenia było wiele. Czasami dziewczęta puszczały na wodę świece, a jeśli dwie świece trafiły na siebie, gwarantowało to rychłe zamążpójście. Czasami palono kłębki kądzieli i papier, a pozostałe niedopalone skrawki miały być informacją o zamążpójściu panny. Pod talerze wkładano często pierścionki, różańce, czepce małżeńskie, kwiaty, mirty, lalki i grudki ziemi. Nieradosne było wylosowanie ziemi, oznaczającej śmierć, lub kwiatka, symbol staropanieństwa, czy lalki, oznaczającej nieślubnego potomka. Dlaczego Święty Andrzej stał się opiekunem panien na wydaniu i ich losów zdradzanych nocą z 29 na 30 listopada – nie wiem. 30 listopada to koniec roku kościelnego. Po nim popadamy w stan oczekiwania początku, narodzin radości.
Pisząc o jednym czasie przechodzącym w drugi, o pożegnaniu dobrej, pełnej sytych spichlerzy jesieni i powitaniu wyciszającej nas i wszystko wokół zimy, pisząc o wyczekiwaniu na zamążpójście, o wyczekiwaniu stabilności i zabezpieczenia przyszłości (tym kiedyś była gwarancja małżeństwa), staje mi się świadome, że cykl zmian, radości, zadumy, narodzin i śmierci to cykl, któremu nie umkniemy, to cykl tradycji wielu pokoleń dbający o równowagę w nas i o równowagę ze światem.
