Bądź mniej online i uwolnij się od pomysłu zadowolenia wszystkich i ciągłego porównywania się z innymi. Bombardowana zaproszeniami na przeróżne strony FB, bombardowana zdjęciami z 24 godzin 24 godzinnego życia często zastanawiam się o co w tym wszystkim chodzi? Czy to jest naprawdę najważniejsze, żeby inni ludzie z detalami znali mój przebieg dnia – jestem tak godna naśladowania? czy po prostu chcę za wszelką cenę przekonać innych, że mi słońce z d… świeci . Nikt nie jest bez przerwy szczęśliwy i bez przerwy uśmiechnięty i bez przerwy dobrze wyglądający i dusza towarzystwa, mająca tysiące-przyjaciół, specjalista od fotografii, zdrowej żywności i psychologii. Dziś każdy chce być na fali, zauważony, ale czy jesteśmy wtedy naprawdę sobą. Każdy tworzy swoją własną markę. Moja przyjaciółka namawia mnie na filmiki o tym co piszę, bo do czytania ponoć za długie może to dobry pomysł, ale czy potrzebuje wizażystkę czy mogę być sobą?
Internet to ogromne źródło presji społecznej, coachingowe spotkania i grupy motywują jednych , wtrącając innych w ciemne zakamarki depresji bo w porównaniu z innymi nie jesteśmy, aż tak kolorowi. Tej presji ulegają nie tylko młode osobowości, ale również dorośli, ludzie, którzy wydawałoby się mają swoje życie pod kontrolą.
Platformy społecznościowe są szczególnie paskudną pułapką.
Na Facebook’u i Instagram’ie jest tak łatwo o uznanie i aprobatę innych . Dobre selfie, z Photo shopem i znowu 150 nowych lajków. Neurolodzy porównują te efekty polubień z orgazmem czyli z ogromną przyjemnością, nagradzaniem. Nic dziwnego, że tak łatwo się uzależnić od zdania innych, od podobania się innym. Wtedy opinia innych definiuje moje zdanie własne. Tracimy świadomość siebie, swojej własnej wartości, tracimy zdolność do samozadowolenia, nasze własne prawdziwe JA jest nie ważne, jeśli nie jest przez innych oznaczone „Lajkiem”
Ponadto, im dłużej to robimy, tym bardziej nasz mózg przyzwyczaja się do właśnie tego rodzaju uznania. Mózg uczy się nowego przyzwyczajenia i rozumie powstałą zależność jako uzależnienie mojej samooceny od like’ów i reakcji innych.
Czy chcesz żyć dla innych, dla ich braw? Czy Ty jako Ty nic nie znaczysz?
Czy wystarczy nam wogóle wyobrażenia na oparcie się tej presji podobania się innym. Jak bardzo zmieniłoby się nasze życie gdyby chodziło tylko o nas? Więcej pieniędzy , więcej czasu, więcej energii dla Ciebie., mniej stresu i mniej poczucia nie dotrzymywania kroku innym. Czy warto? Czy można osiągnąć sukces bez zabiegania o względy i opinie innych? A może wtedy inni będą zabiegać o twój aplauz. Czy znasz szefa, który ciagle opiera się na opinii innych?
Pewność siebie często kuleje i zanika w porównaniu z medialną „prawdą” o innych (czytaj blichtr i fotomontaż) nie narażaj się zarazić niepewnością. Ogranicz wpływ mediów społecznościowych i przestań próbować zadowolić innych.
Pewna utalentowana Pani Fotograf prezentowała jej prace medialnej społeczności, miała klientów, talent i bliskich wyznawców jej sztuki. Nie miała like’ów. Ten medialny brak uznania tak bardzo ją zajmował, że usiadła na fotelu u terapeuty. Utalentowana, pracowita, kreatywna , zwątpiona. Dziś nie śledzi maniakalnie mediów, ma pełny terminarz i z uśmiechem pstryka dalej.
Like’i trzeba kupić, pieniędzmi, wchodzeniem sobie nawzajem w d., chwaleniem miernych wyczynów innych w zamian za rewanż.
Ona mieszka w USA, kraju w którym ponoć wszystko jest możliwe. Możliwe stało się skupić na jej własnym życiu i dziś kocham jej dzisiejsze zdanie na like’e – what the fuck – .
Rób, to co Ty uważasz za ważne, a nie to co inni cenią. Nie zabiegaj o pseudo względy i pseudo przyjaciół, taki lukier smakuje zbyt słodko, zbyt krótko, kończy się niezaspokojonym apetytem i nie znaczy nic. Ty znaczysz tak wiele! Polub siebie samą, każdego dnia.
